Nasza ocena:4.5 out of 5.0 stars
Kiedy usłyszałem, że Oberża Zakapior to „więcej niż restauracja” – raczej legenda, klimat, spotkanie z kulturą – wiedziałem, że musimy tam zajść. Deszcz próbował pokrzyżować nam plany, ale to właśnie dzięki niemu doceniliśmy Zakapiora jeszcze bardziej. To jedno z tych miejsc, w których człowiek czuje się jak uczestnik lokalnej opowieści.
W deszczowy wieczór, przy kuszącym zapachu potraw, Zakapior staje się schronieniem bardziej klimatycznym niż wiele górskich schronisk.
Menu, zamówione dania i wrażenia smakowe
Karta restauracji to prawdziwa uczta dla fanów lokalności: klusz łemkowski, fuczki, kaszełynik, dziczyzna, ryby, werenyky. Zupy grają tu pierwsze skrzypce – aromatyczne, treściwe, oparte na lokalnych składnikach, często na borowikach zbieranych w okolicach.

My zamówiliśmy zupę-dupę oraz pieczonego dzika. Zupa była gęsta, pełna aromatu, z mięsem, warzywami i przyprawami, które świetnie współgrały w chłodny dzień. Pieczeń z dzika – soczysta, doprawiona, podana z równie udanymi dodatkami – była jednym z najlepszych dań mięsnych, jakie jadłem w Bieszczadach.

W sieci goście podkreślają wielkość porcji – i to prawda. Jeść trzeba tu na serio, nie na próbę. Recenzje mówią wprost: świeże, smaczne, treściwe jedzenie, ogromne porcje. I to się zgadza.
Obsługa i atmosfera
Obsługa jest sympatyczna, choć przy większym ruchu zdarzają się momenty chaosu – długo czekaliśmy na obsługę i rachunek. Ale w takim miejscu to część realiów, nie wada dyskwalifikująca. Widać, że ludzie pracujący tutaj starają się, a atmosfera „artystyczno-bieszczadzka” dodaje temu miejscu charakteru, którego nie da się podrobić.
Zakapior to dla mnie esencja Bieszczadów: smak, opowieść i klimat. Nie jest to restauracja dla tych, którzy oczekują sztywnego, hotelowego serwisu. To miejsce dla ludzi, którzy chcą poczuć lokalny charakter – na talerzu, w wystroju, w rozmowach.
Grzegorz Turski (gpt)






