Madera. Wulkaniczny skrawek lądu na Atlantyku, który oszałamia zielenią lasów wawrzynowych i spokojem oceanu. Dla wielu to cel krótkiego urlopu, dla Adama i Agnieszki Bielskich – miejsce na ziemi. Założyciele portalu wyspamadera.pl nie tylko tu zamieszkali, ale stworzyli projekt, który uczy innych, jak poczuć autentyczny rytm wyspy. Zamiast masowej turystyki i „zaliczania” kolejnych punktów widokowych, oferują wyprawy „szyte na miarę” i wiedzę, której nie znajdziecie w popularnych przewodnikach. O tym, jak polski temperament odnajduje się w świecie, w którym „jutro” jest pojęciem względnym, rozmawiam z Adamem Bielskim.
Grzegorz Turski: Pamiętasz ten konkretny dzień, w którym zapadła decyzja: „Zostajemy”? To był impuls po jednej dobrej kolacji czy chłodna kalkulacja?
Adam Bielski: To nie był jeden moment ani jedna kolacja, a raczej długi proces. Zaczęło się od czystej fascynacji miejscem, która przerodziła się w coraz częstsze powroty. W końcu dotarliśmy do punktu, w którym wiedzieliśmy, że musimy tu po prostu zamieszkać. Pamiętam mój ostatni lot z Madery do Polski w roli turysty. Powiedziałem wtedy Agnieszce, że następnym razem przylatujemy już na stałe. Czułem to podskórnie. Realizacja tego planu zajęła nam trochę czasu i wcale nie była tak łatwa, jak mogłoby się wydawać, ale dopięliśmy swego.
GT: Przejście z trybu „turysta” na „mieszkaniec” bywa bolesne. Co na Maderze zaskoczyło Cię najbardziej, gdy zniknął wakacyjny filtr, a pojawiła się portugalska biurokracja i codzienność?
AB: Szczerze? Ja cały czas czuję się tu trochę jak turysta. 😊 Wciąż podziwiam, odkrywam i fascynuję się tą wyspą. Oczywiście przeprowadzka obnażyła drugą stronę medalu, czyli prozę życia. Madera uczy cierpliwości – i to brutalnie. Tutaj wszystko dzieje się powoli, bez zbędnego pośpiechu. Na początku traktujesz to jako minus, ale z czasem dostrzegasz w tym ogromną zaletę: brak presji i wszechobecny spokój. Choć muszę zaznaczyć, że nie każdy potrafi przejść ten etap adaptacji. Niektórzy zamiast odpuścić, denerwują się coraz bardziej. 😊

GT: Czego my, wiecznie zabiegani, moglibyśmy się nauczyć od mieszkańców Madery w kwestii podejścia do czasu i pracy?
AB: Właśnie tego dystansu do czasu. Tu zasada „na już” praktycznie nie istnieje. Ludzie pracują rzetelnie, ale nie żyją wyłącznie pracą. Madera jest dowodem na to, że można z powodzeniem prowadzić biznes, nie rezygnując przy tym z normalnego, codziennego życia.
GT: Madera to mikroklimaty. Czym różni się życie na surowej, zielonej północy od nasłonecznionego, turystycznego południa?
AB: To mała wyspa, a jednak mieści w sobie dwa różne światy. Zawsze powtarzam: południe to wygoda, północ to dzika natura i autentyczność. Na południu żyje się łatwiej – masz pod ręką sklepy, centra handlowe, restauracje i pełen dostęp do usług. No i pogoda jest tam znacznie pewniejsza. Północ jest nieprzewidywalna, surowa, ale za to oferuje święty spokój i jeszcze wolniejsze tempo życia.
GT: Jak wygląda dzisiaj polska społeczność na wyspie? To zintegrowana grupa czy raczej zbiór indywidualistów?
AB: To bardzo zróżnicowane środowisko. Mamy tu przedsiębiorców, freelancerów, emerytów i osoby, które po prostu szukały w życiu radykalnej zmiany. Z moich obserwacji wynika jednak, że większość z nas idzie własną drogą. Nie tworzymy jednej, zwartej struktury; każdy szuka tu swojego własnego kawałka raju.

GT: Czy Madera to miejsce przyjazne dla polskiego przedsiębiorcy? Jak lokalni reagują na obcokrajowców otwierających tu firmy?
AB: Myślę, że tak, ale pod warunkiem, że zna się i szanuje lokalne realia. Portugalczycy są otwarci i pomocni, lecz przy tym zachowują naturalną ostrożność. Jako Polacy jesteśmy tu gośćmi i warto o tym pamiętać. Podstawą jest zaufanie. Jeśli je zdobędziesz, dalej jest już z górki. W moim przypadku to właśnie lokalni mieszkańcy najbardziej pomogli mi na początku. Ich wsparcie i rady były bezcenne, za co ogromnie ich szanuję.
GT: Wielu marzy o „ucieczce do raju”. Z Twojej perspektywy – co sprawia, że jedni zapuszczają tu korzenie, a inni po roku pakują walizki?
AB: Ci, którzy zostają, zazwyczaj mają konkretny plan, stabilny dochód lub własny biznes. Ale przede wszystkim – akceptują to wolniejsze tempo. Ci, którzy wracają, często przyjechali tu na fali chwilowych emocji, bez przygotowania finansowego i nie potrafili odnaleźć się w rutynie, która następuje po wakacjach. Madera na co dzień to po prostu normalne życie, tyle że w pięknym otoczeniu.
GT: Turystyka na Maderze mocno się zmienia. Wyspa zmierza w stronę masówki czy udaje się utrzymać jej spokojny charakter?
AB: Ruch turystyczny rośnie, to fakt. Madera czaruje coraz więcej osób, a nasi goście wracają tu po pięć, dziesięć razy. To najlepiej świadczy o magii tego miejsca. Jednak Maderę trzeba umieć zwiedzać. Tłumy koncentrują się w kilku najpopularniejszych punktach. Pamiętam, że w 2017 roku pod Pico do Areeiro sznur samochodów ciągnął się kilometrami – dziś jest podobnie, ale ten ruch rozlewa się też na inne miejsca. Moja rada? Wybierajcie mniej znane szlaki. Często są piękniejsze niż te z pierwszych stron przewodników, a spotkacie na nich tylko pojedyncze osoby.

GT: Gdybyś miał wskazać jedno miejsce, które najlepiej oddaje duszę wyspy, a którego nie ma w TOP 10 przewodników – co by to było?
AB: Są miejsca, o których głośno się nie mówi. Takie, które odkrywa się przypadkiem albo dzięki komuś, kto naprawdę zna tę ziemię. To one mają największą wartość, bo są ciche i prawdziwe. Nie zdradzę tego jednego, konkretnego punktu – nie z chęci bycia tajemniczym, ale dlatego, by zachęcić innych do samodzielnego szukania. Powiem tylko tyle: jeśli szukacie takich perełek, kierujcie się na północ wyspy.
GT: Czy po tylu latach Madera potrafi Cię jeszcze czymś kompletnie zaskoczyć?
AB: Cały czas! To jest właśnie magia tej wyspy. Często powtarzam gościom, że tutaj każdy dzień i każdy miesiąc jest inny. Nawet pogoda w tym samym miesiącu rok do roku potrafi być skrajnie różna. My wciąż uwielbiamy wjechać w jakąś nieznaną drogę, skręcić w przypadkową ścieżkę i sprawdzać, co jest za zakrętem. Im dłużej tu mieszkasz, tym bardziej zaskakująca okazuje się… codzienność. 😊
GT: Wchodzę na wyspamadera.pl i co dalej? Jesteście kopalnią wiedzy czy mogę u Was zaplanować wyjazd od A do Z?
AB: Możesz traktować nas jako darmowe źródło wiedzy i organizować wszystko sam, ale możesz też powierzyć nam przygotowanie całego wyjazdu. Organizujemy wycieczki, rezerwujemy atrakcje na wodzie, trekkingi, pomagamy w wynajmie auta. Nie jesteśmy jednak typowym biurem podróży. Jesteśmy zespołem ludzi, którzy tu mieszkają. Nasi przewodnicy szkolili się po portugalsku, znają lokalną faunę, florę, zasady ratownictwa i pierwszej pomocy. Z nami się nie „zwiedza” – z nami celebruje się każdą chwilę i czerpie wiedzę z pierwszej ręki.

GT: Wasze wyprawy mają opinię „szytych na miarę”. Czym różnią się od standardowego zwiedzania z okien autokaru?
AB: Pracujemy w małych grupach. Dla nas gość jest najważniejszy. My nie „przychodzimy do pracy”, my realizujemy pasję. Często dorzucamy punkty pozaprogramowe, bo grupa jest zafascynowana i nikt nie chce kończyć wycieczki po regulaminowych ośmiu godzinach. Nie zostawiamy ludzi samych sobie na punktach widokowych – towarzyszymy im na każdym kroku, dzieląc się opowieściami. Choć oczywiście dajemy też chwilę oddechu od Nas, żeby każdy mógł nacieszyć się ciszą. 😊
GT: Mocno stawiacie na aktywność – trekkingi, off-road. Czy osoba z „biurową” kondycją odnajdzie się u Was?
AB: Oczywiście! Nasze wyprawy są dla każdego. Zawsze pomagamy dobrać stopień trudności do możliwości gości. Dbamy o każdy detal, bo to nasza maderska misja. Zapraszam wszystkich, by przekonali się o tym na własne oczy.
Rozmawiał: Grzegorz Turski






