Nasz czwarty już pobyt na Krecie, w wakacje 2025, mógły się w ogóle nie wydarzyć, a jednak determinacja i odrobina szczęścia sprawiły, że 18 lipca zameldowaliśmy się na wyspie. Plan był trudny w realizacji, bo lot powrotny (dodam, że Ryanair jak zwykle i tradycyjnie zafundował nam kilkugodzinne opóźnienia w obie strony) wypadał o jeden dzień później, niż pozwalał na to kalendarz dostępności noclegów w Melia Studio na Booking.com. Uratował nas jednak Antonis. Po porozmowie przygotował dla nas w Melii inny pokój „piętro wyżej” na tą jedną noc, co pozwoliło nam przylecieć i zostać do 30 lipca.

Pragmatyzm zamiast zbędnego luksusu
W tym roku postawiliśmy na pragmatyzm. Zrezygnowaliśmy z taksówek na rzecz komunikacji miejskiej, co okazało się strzałem w dziesiątkę dla portfela. Przystanek na lotnisku w Chanii znajduje się tuż przy wyjściu z terminala.

Autobus dowozi pasażerów do centrum, na główny dworzec, skąd wystarczy przejść dwie przecznice, by złapać linię nr 21. W sezonie wakacyjnym to prawdziwe „wahadło” – kursuje co pół godziny od rana do późnej nocy, a przystanek w Agii Apostolii znajduje się praktycznie naprzeciwko wejścia do Melii. Bilet z lotniska to koszt rzędu 2,30–2,50 EUR, a przejazd miejski to kolejne 1,10–1,50 EUR – ułamek ceny transferu prywatnego.
Inny klimat, cichsze cykady
Mimo globalnych trendów, lato 2025 na Krecie było zaskakująco łagodne. Zabrakło tego charakterystycznego, uderzającego po wyjściu z samolotu „efektu wow” i klimatu tropikalnej nocy, który towarzyszył nam w poprzednich latach.

Nawet zapach żywicy w lasku prowadzącym do plaży był mniej intensywny, a cykady – zwykle ogłuszające – brzmiały w tym roku jakby ciszej, z mniejszym przekonaniem.

To poczucie „słabszej formy” miejsca udzieliło się też gastronomii. Nasza ulubiona tawerna zaliczyła wyraźny spadek formy – prawdopodobna zmiana kucharzy sprawiła, że souvlaki pork dwukrotnie dostaliśmy niedopieczone, a i pozostałe dania straciły swój dawny blask.

Nawet retsina, ta nasza ulubiona z żółtą naklejką, smakowała inaczej. Po sprawdzeniu też kilku butelek od różnych producentów odniosłem wrażenie, że ograniczono w nich ilość żywicy, kastrując ten napój z jego unikalnego charakteru.
Dolina Pomarańczowa i niespokojne morze
Szukając sprawdzonych emocji, wybraliśmy się po raz drugi pociągiem „Little Fun Train”, tym razem trasą przez Dolinę Pomarańczową. Niestety, w porównaniu do ubiegłorocznej wyprawy „Siedem Wiosek”, ta wycieczka wypadła blado.

Więcej było też dni z czerwonymi flagami – morze bywało niespokojne częściej niż zazwyczaj, co ograniczało beztroskie kąpiele.
Chania – ostatni dzień tym najlepszym?
Prawda o wakacjach 2025 jest jednak taka, że ich odbiór w dużej mierze determinowało to, co przywieźliśmy ze sobą w głowach. Nie domknięte sprawy „wybiły” już na miejscu, generując więcej nerwów niż zwykle. Momentami z nostalgią myślałem nawet o tych dziwnych, „maskowych” wakacjach z okresu pandemii – wtedy przynajmniej głowa była wolna.

Najlepszym momentem wyjazdu okazał się paradoksalnie ten ostatni dzień. Powrót autobusem do Chanii, zostawienie walizek w przechowalni i niespieszny spacer po mieście pozwoliły nam złapać oddech.

To wtedy, między weneckim portem a wąskimi uliczkami starego miasta, poczuliśmy, że mimo wszystkich tegorocznych zgrzytów, Kreta wciąż ma w sobie to „coś”.
Czy wrócimy?
Wyjazd 2025 zdjął z Agii Apostolii sporo magii. Pokazał, że ulubione miejsca też miewają gorsze dni, a my nie zawsze potrafimy zostawić problemy w domu. Czy to kwestia naszych projekcji, czy faktycznie wyspa w tym roku nieco przygasła?

Trudno o jednoznaczną odpowiedź. Mimo to, gdy nadszedł czas odlotu, znów poczuliśmy ten sam znajomy żal. Jeśli w przyszłym roku Ryanair znów rzuci jakąś korzystną ofertę (opóźnienia wliczone w cenę), pewnie znów tam będziemy. Bo Kreta, nawet w gorszej formie, wciąż jest lepsza niż większość miejsc w ich szczytowej dyspozycji.
Grzegorz Turski





